poniedziałek, 19 grudnia 2011

Dzieje sześciu pojęć



Siła była potrzebna. Pierwotna. Dawała możliwości – głównie przetrwania. Nieustannie działająca po linii prostej wyuczyła nas wyznaczać proste cele. Nie ciążyła one jednak tylko ku sobie – chciwość nie była jej źródłem, a kontrola powołaniem. Pozwalała walczyć, odpychać coś od siebie, oddziaływać bezpośrednio destrukcyjnie na obiekt będący środkiem do naszego pożądania. To rozwinęło nas, podzieliło – nauczyło, że na końcowy efekt warto pracować. Dzięki sile jesteśmy dziś znacznie ważniejsi niż kiedyś. Dzięki odpychaniu jesteśmy w stanie myśleć nie tylko w kategoriach potrzeb, lecz także aspiracji – całego szeregu wyższych, bo ważniejszych wartości. Procesem potomnym tej kreacji było pierwsze wyobrażenie sobie faktu, że siła potrafi działać jak krzywa. Niebezpośrednie radzenie sobie ciągiem niebezpieczeństw, w dawnych czasach całkowicie nie do pomyślenia, stało się wyznacznikiem przedstawicieli homo sapiens sapiens innego rodzaju – człowieka dla którego od siły fizycznej znacznie ważniejsza jest zdolność myślenia.

Umysł rozwijał się i pęczniał. Powoli obrastał tłuszczem nowej wiedzy. Dzięki doświadczeniu udało mu się w końcu stworzyć całkowicie nowe cele. Dzięki krzywej sile, świat nieustannie komplikował się, aż w końcu wyłonił nowe uproszczenie – świeże, niepewne i jeszcze nie opierzone pojęcie, na które człowiek nie został przez naturę przygotowany, więc był na nie kompletnie nieodporny.



Władza w stanie krystalicznie czystym była nowa. Była ekstraktem obcym. Stanem zupełnie nie obecnym uprzednio w świecie zwierząt. W świecie pełnym fizyczności, władza w oderwaniu od siły była absurdem, stanem nieopisywalnym – szarą przestrzenią nieistnienia.

Ludzkość dzięki pojęciu władzy, bardzo społecznie się rozwinęła. Pragnienie, rosnące niekontrolowanie w miarę jedzenia, pchało naszą fizyczność oraz umysł na wyższe poziomy konkurencji. Nieustanna rywalizacja oraz głód kontroli sprawił, że człowiek porzucił organizacje społeczne wielkości plemienia. Arogancja pomagała mu pokonywać kolejne przeszkody i przekraczać bariery, aż w końcu zmęczony i wycieńczony upadał. Nierozumiejącymi swojego stanu posiadania oczyma, wodził po twarzach przez które był zaszczuty. Tych, którzy chcieli na swoje barki wziąć jego cierpienia.

Po tych wszystkich mękach chciał więc czegoś trwałego, czegoś co z pozoru przypominałoby siłę. Jednak byłoby bardziej uniwersalne, niezrównane, proste, trwałe i nie do przezwyciężenia.



Potęga była odpowiedzią na te wszystkie pragnienia. Nie tylko pozwalała małym kosztem, małym ludziom, pojedynczą decyzją, przenosić całe góry i niszczyć wielości ludzi. Była ona także wymówką, aby osiąść na laurach, porzucić niekończącą się gonitwę za władzą. Poczuć się lepszym, równym bogom. Można było przez nią wreszcie odpocząć, nie tracąc narkotyku władzy. Pełen spokój, bez syndromu „odstawienia”.

Kiedy ludziom przestała wystarczać rola popychadła ciemiężyciela. Kiedy osądzanie ludzi władzy na podstawie kompetencji straciło jakikolwiek sens. Kiedy stało się jasne, że dzięki potędze każdy głupi będzie na szczycie. Wtedy zaczęło nieśmiale różnicować człowieka nowe pojęcie – wiedza.



Wiedza jest niepozorna. Pełna niebezpieczeństw, niuansów, meandrów niezrozumienia. Dlatego tak trudno było odcedzić z niej czystą postać, poskładać precyzyjnie i dokładnie podzielić dzięki teoriom na przegródki w swoich dziedzinach. Wiedza dała prostym ludziom potęgę. Świat przestał czcić władzę z nadania, lecz tę wypracowaną w pamięciowych mantrach inżyniera.

Odkąd udało się spopularyzować wiedzę, świat poznał złowieszczość słów – „wiedza to potęga”. To wiedza doprowadziła w końcu do siły ostatecznej, bomby wodorowej, bo opartej na obopólnej anihilacji strategii MAD (Mutual Assured Destruction), a więc snu o potędze – pragmatycznego sfrustrowanego szaleńca.

Na szczęście dla świata marzenie o ujarzmieniu odwiecznych płomieni Wszechświata na zawsze zostało zamknięte w szkatułce z napisem „niezrealizowane projekty człowieka”.

Wtedy sfrustrowany bóg postanowił stać się dzieckiem. Musiał spożytkować na coś, swoją wydobytą na światło dzienne energią. Musiał gdzieś skanalizować swoje niezmierzone aspiracje i pokryte patyną cele. W tym celu stworzył zabawę – niepozorną grę.



Gra jest symulacją i uproszczeniem rzeczywistości, polegającym głównie na dostosowaniu poziomu trudności procesu do niedostatków intelektualnych jego właściciela. Gra jest tym wszystkim co do tej pory mogliśmy robić jedynie w wyobraźni.

Kiedy wiedza przestaje wystarczać, a w około fruwają niesprawdzalne teorie zaciemniające obraz świata i uniemożliwiające wszelkie próby jego uniwersalnego zrozumienia. Wtedy prym w realnym świecie wiedzie kreator gry – wirtualnego świata, w którym prawa fizyczności zacierają się, a sztuka którą każdy może tworzyć wypełnia swoimi oparami coraz to nowe wirtualne wymiary. Świat gry to pierwszy realny świat w którym przestrzeń dla naszego umysłu jest niezmierzona – całkowicie pozbawiona ludzkiego grzechu – etycznie nieograniczona.

Świat w którym na każdym kroku bezstratnie zmieniać możemy naszą moralność, statystycznie wyznacza swoją etykę. W takim świecie nasze poglądy określa i wyznacza nowe pojęcie – paradygmat.



Paradygmat to pogląd uznawany przez większość za prawdziwy, a jego prawdziwość wynika tylko z faktu, że za taki uważa go większość. Ten pozorny pleonazm jest nową, czwartą już definicją prawdy. Prawda statystyczna jest obiektywna tylko w sensie społecznym, ma rację bytu jedynie w społeczeństwie sieci. Prawdziwość obiektywna powoli odchodzi w zapomnienie, wraz z coraz mniejszym znaczeniem w naszym życiu świata rzeczywistego, fizycznego, opartego o niezmienne prawa fizyki. Prawda statystyczna wkracza natomiast wszędzie tam, gdzie kształt i znaczenie wirtualnego świata określa chmura społeczna i jej zbiorowe o prawdzie wyobrażenie. Wyobraźnia ogółu jest ważniejsza od wiedzy, wyobraźnia pojedynczego człowieka nie ma w świecie paradygmatu żadnego znaczenia.

Tak oto doszliśmy do pozornej ściany. Przyznania się do winy, że od początku o paradygmat chodziło. Ustalenia granic tego co możliwe. Możliwe jest tylko i aż to, co jest w stanie zostać paradygmatem, czyli trafić do wyobraźni ogółu.

To te zbiorowe wyobrażenia zawsze były wyznacznikiem postępu ludzkości. Od pojęć jakie przetaczały się w społeczeństwie, zależał kształt naszej cywilizacji i możliwości wpływu ludzkości na świat. Teraz tylko pojęcia będą miały znaczenie, bo tylko od naszej zbiorowej wyobraźni zależy kształt świata wirtualnego. Świat wirtualny jest ważniejszy, ponieważ możemy go kształtować i wpływać na niego znacznie skuteczniej niż na świat rzeczywisty. Wkrótce zdarzenia wirtualne nabiorą kluczowego znaczenia. To, co będzie działo się w świecie fizycznym, będzie pokłosiem, efektem zmian i potrzeb świata komputerowo generowanego.

Rzeczywistość rozszerzona, czyli połączenie wszechświata informacji, jaki powoli i z mozołem budujemy, z naszą fizyczną cywilizacją pozwoli nam funkcjonować na nowej płaszczyźnie. Będziemy walczyć o istnienie i powodzenie memów. Światopogląd przeciętnego zjadacza memów nie jest do końca ustalony, jednak bez nich nasz mózg stałby się bierny, ogarnięty pustością życia bez zagrożeń.

Pewne przetrwanie, jakie zapewnia nam bezpieczna cywilizowana demokracja, potrafi pogrążyć w marazmie każdego. Dlatego instynkt samozachowawczy naszego umysłu, buduje nam świat w którym walczyć będziemy nie tylko o życie, lecz również o paradygmaty, światopoglądy. Ten element pobudzający nasz intelektualny rozwój, nie pozwoli nam się rozleniwić, nawet wtedy gdy uporamy się już z każdym fizycznym dylematem.



Życie bezterminowe, życie bez chorób, jeszcze dzisiaj dla ludzkości byłoby przekleństwem. Spowodowałoby totalne bezhołowie. Nikomu nic by się nie chciało. Zdegenerowalibyśmy się w trakcie jednego pokolenia, a masowe samobójstwa pogrążyłyby nasz świat najpierw w depresji, a potem w rozpoczętej z nudów wojnie. Taki akt destrukcji niweluje nasze wyższe aspiracje, staczając nas w szpony wcześniejszych pojęć, więc jest to akt łaski na nasze skołatane nieprzygotowaniem nerwy.



Jednak mamy szansę przygotować się na nowe czasy. Nasza jaźń, nasz sposób życia i myślenia ma szansę wyewoluować na czas. Technologia bowiem rozwija się nieubłaganie i naprawdę długie życie kiedyś nadejdzie. Czy będziemy gotowi na jego przyjęcie i nie pogrążymy się we wzajemnym obwinianiu, za stan permanentnego znudzenia, zależeć będzie od pojęcia arcyważnego przed nadejściem zupełnie nowych czasów.

Dlatego nie szkoda jest mi starych zwyczajów i zużytych definicji prawd, bo siła, władza, potęga, wiedza i gra nie ustaliły granic ludzkich możliwości tak odlegle, jak mające dopiero nadejść – królestwo paradygmatu.

2 komentarze:

  1. Znalazłem tę stronę przypadkiem, kiedy szukałem wiadomości o słowie paradygmat. To bardzo mądry tekst! Szacunek! Podaję odnośnik na niego u mnie tu:
    218-paradygmat-czyli-w-sumie-to-co-wlasnie-ano-znow-slowianski-zrodloslow-klania-sie

    Wszystkiego Dobrego!

    PZDRWM
    skribha

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo za ten komentarz.

    Wszystkich zainteresowanych nowszymi tekstami zapraszam na serwis Toster Pandory:
    tosterpandory.pl

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń