niedziela, 5 maja 2013

40 lat mentalnej niewoli




Dlaczego Żydzi przez 40 lat błąkali się po pustyni po wyjściu z niewoli egipskiej, zanim byli w stanie założyć własne państwo?

Bo przeszkadzała im w tym niewolnicza mentalność większości „wolnego” ludu.

Dzisiaj Polacy doświadczają dokładnie tego samego. 
Wielce bohaterscy „wyzwalacze”, wyrwali nas z okowów poprzedniego zbrodniczego systemu. Lecz zrobili to głównie dlatego, że ten system osobiście ich uwierał i znacząco na niekorzyść różnił się od tego, co widzieli na bogatym zachodzie. Większość strajków „Solidarności” nie mogła być z powodów ideowych, następując zaraz po drastycznych podwyżkach żywności. Dążenie do wolności było myśleniem życzeniowym. Gdyby było znośnie, komuszy socjalizm trwałby w najlepsze dalej.

I co teraz mamy?
Historia musiała powtórzyć się raz jeszcze. Jak tylko bojownicy o wolność w bohaterskim zrywie porzucili dawnych Panów. Jak tylko zrobiło się znośnie i ciepło. Herosi zaczęli rozglądać się wokoło siebie, komu mogliby zacząć służyć. To było silniejsze od nich. Niewolnik zawsze poszukuje, bo potrzebuje swojego Pana.

Po dwudziestu latach takiej służalczości – zaczynamy zbierać jej żniwa w postaci najniższego przyrostu naturalnego. Świat ruszył z kopyta do przodu, a my dalej roztrząsamy o tym „jak by to było gdyby było, jak być powinno”.
 



Kiedy ustanowionej i podstarzałej części społeczeństwa zupełnie umyka rozumienie współczesnej rzeczywistości. Młodzież, nie pamiętająca już czasów PRLu, czuje się wyalienowana, odseparowana od swoich narodowych korzeni. Osamotniona i bez wsparcia w postaci poklepującej po plecach starszyzny, która powinna wyznaczać jej cele - boryka się na bezideowej plutokracji, nie mogąc przecież słuchać „tych głupców”.

Jest to tym bardziej smutne, że naród tak doświadczony seriami porażek i upokorzeń – powinien, skoro przetrwał – przynajmniej wykształcić w sobie niezwykły hart ducha. Wypracować żelazny zestaw nigdy nie starzejących się idei dających siłę i mądrość. 

Tak jak trudne pustynne warunki kształtujące niezłomność Fremenów na fikcyjnej Diunie, prawie każdemu wydają się prawdopodobne i wiarygodne. Tak też cały świat dowiadując się z Internetu o wspaniałości historii Polski – zastanawia się pytając „Co to są za ludzie?”. Wyobraża nas sobie jak Tytanów – wiernych do końca jakiejś wzniosłej sprawie.

Odpowiedź jest mniej wzniosła: głupi i wredni. 

Cierpienie nie uszlachetniło narodu polskiego. Szlachta i intelektualiści za bardzo byli zajęci rozpaczaniem po utraconych majątkach i degeneracji społecznej pozycji. Chłopstwo, które masowo emigrowało do miast, było zbyt zajęte dorabianiem i aspirowaniem do reszty. Nie chcieli nawet myśleć – o czymś więcej, niż zapewnianie sobie kolejnego bochenka chleba.


Starzy, od początku PRLu nie dążyli do wolności, ci którzy tak robili żyli w lasach do 1987 roku, kiedy zabito ostatniego prawdziwego bojownika. Partyzanta, który był mentalnie wolny, woląc żyć poza systemem niewoli, nawet jeśli musiał wegetować w ten sposób. 

Zabrakło temu człowiekowi jedynie roku. W 1988 ustawa Wilczka przywróciła Polakom niezależność ekonomiczną. Na tej podstawie komuniści, bez wojny domowej, nie mogli zakazać wolnych zgromadzeń, więc bronili się przed zemstą obradami okrągłego stołu. 

Co nam to dało?
Dało nam to możliwości, praktycznie wszystko. Lecz nie było nikogo, kto by chciał z tych możliwości skorzystać. Walcząc o prawdziwą niezależność – trzeba w końcu mieć wobec rzeczywistości własne propozycje – których skutki przyjmuje się „na klatę”. Zamiast tego Lud rzucił się tylko „na kasę”.

Nie tworzono nowych organizacji społecznych. Nie było nowych form – nikt nie był zainteresowany. Zadowolono się jedynie pluralistycznym systemem partyjnym, bo brakowało czasu na coś więcej. Wszyscy jeździli, handlowali, zajmowali się szukaniem pieniędzy. Nikt nie budował na multum możliwości jakie miała Polska wyzwolona. Nikt nie obudził się po rozczarowaniu jakie przyniosło podsumowanie sukcesów pierwszej demokratycznej kadencji.



Polskę i jej przedsiębiorczość reprezentowały tylko te nieliczne jednostki, które odnosiły sukcesy w biznesie. Jednak wobec starej, ustanowionej FOZZem nomenklatury, były one z góry skazane na porażkę. Na łaskę i niełaskę aparatu fizycznej represji – urzędowego przymusu. Z nimi nie mogło nic się udać – biznesmen to bardzo rzadko dobry przywódca i społecznik. Celem jego życia nie jest ta czy inna wzniosła idea, lecz normalne i wulgarne – gromadzenie pieniędzy.

Co nam pozostało?

Wolność odzyskaliśmy w 1988. Jest rok 2013. Pozostało nam 15 lat mentalnego zniewolenia. Przynajmniej licząc to sprawdzoną miarą Biblijną. 

Do głosu zaczynają dochodzić pokolenia, których nikt ani mentalnie, ani fizycznie nie poniżał, ani nie upokarzał. Które tylko nudziły się w zacofanej intelektualnie szkole. Dzieci nie pamiętające PRLu właśnie kończą studia. Lecz w trakcie ich trwania młodzi Polacy zdołali zniechęcić się do tego mentalnego zaścianka na tyle, że raczej wyjadą do Anglii czy Irlandii, będą kłaść dachy w Norwegii, czy dojeżdżać na okazyjną fuchę do Niemiec.


Starsze pokolenia nie zaproponowały im nic, poza bezideowym prawem gromadzenia dóbr i pieniędzy. Stąd też ich pociechy oduczone myślenia, dzięki wydłużeniu dzieciństwa systemem powszechnej edukacji „wyższej”, czynią co powinni. Pozbawione życiowej odpowiedzialności zajmują się budowaniem własnej pozycji materialnej. 

Dlatego dla Polski są możliwe dwa scenariusze?

Przy dzietności 1,2 i 500 tysiącach urzędników – pozostali przy życiu i zdrowiu pracownicy będą grabieni ze wszystkiego co zarobili, aby było z czego wypłacać renty i emerytury. Snujący się po ulicach, przemęczeni robole, będą wyglądać tak samo bezrefleksyjnie i beznadziejnie – jak otaczające ich nienawistnie zacietrzewione staruchy.
Jest jednak jeszcze gorszy scenariusz.

Ci którzy wyjechali tu wrócą. Z kieszeniami pełnymi zarobionych na zachodzie pieniędzy, z bagażem nabytej odpowiedzialności i odwagi, będą dyktować starszyźnie własne warunki. Zastygli intelektualnie i mentalnie „bojownicy” będą protestować i wtedy dojdzie do przemocy. Jej rezultat ponownie wtłoczy ich na pozycje „sługusów”, bo obserwując dorobek ostatnich 25 lat – właśnie na takie traktowanie, nie chcące wymrzeć pokolenia, zasługują.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Myślenie proceduralne




Wszystkie działania ludzkości są określone przez zasady jakie wyznaczają w uproszczeniu system nagród i kar. Przy czym karą jest czasami zwolnienie pracownika, a nagrodą niebezpośrednie podniesienie poziomu społecznego prestiżu.

System taki zwykle określa, mający swoje źródło w podstawach myślenia anglosaskiego zestaw standardów i procedur. Czy znajdujący się po drugiej stronie wschodni absolutny brak zasad, który sprowadza się do tego, że zawsze będzie tak jak chce przełożony. Istnieje też system pośredni – system nadrzędnych idei charakterystyczny dla krajów europy centralnej (a przypominam, że centrum Europy znajduje się pod Łodzią).

Z procedur wynika specjalizacja. W krajach zachodu nikt nie rozumie idei złotej rączki. Kiedy cieknie kran Amerykanie wzywają hydraulika i uważają go za genialnego, jeśli potrafi jednocześnie naprawić wyrwane ze ściany elektryczne gniazdko.

System proceduralny umacniany jest z odpowiedzialnością. Lekarz od kolan nie przyjmie pacjenta ze skręconą nogą, nawet jeśli potrafiłby się nią zająć. Bo ryzykuje wysokie odszkodowanie w przypadku niepowodzenia terapii – w sądzie powiedzą mu, że nie miał uprawnień do zajmowania się nie swoją specjalizacją.

Strach przed pozwaniem prowadzi do wielu wynaturzeń.
Na przykład instrukcja do przedpotopowego telefonu komórkowego, na którym oprócz możliwości dzwonienia można jeszcze wystukać SMS, liczy 218 stron. Znajdują się tam same nie nadające się do czytania kwestie, których głównym celem jest zabezpieczenia producenta przed ewentualnym pozwem. Na przykład za brak ostrzeżenia, że nie można na telefonie siadać, czy dzwonić, pływając jednocześnie w basenie.
Jednocześnie ciągły nawis poczucia bezpieczeństwa związany z zachowywaniem się jak pod sznurek, czyni w umysłach przeciętnych ludzi prawdziwe spustoszenie, kształtując w nich mentalność urzędnika.
Oni nie uczą się na błędach, bo nie zastanawiają się nam swoim postępowaniem – to nie jest „ich postępowanie”, to jest wypełnianie procedur. Za każdym razem instrukcja jest taka sama. Bez względu na poprzednie przypadki i okoliczności.

Kiedy w Ameryce idziemy wyleczyć zęba i ubezpieczenie jakie zawarliśmy określa coś nietypowego np. płaci się od wizyty, a nie od wykonanej pracy. Wtedy za każdym razem będziemy musieli dentyście zapłacić „jak zwykle”, czyli za zęba, by następnie ubiegać się o zwrot nadpłaconych pieniędzy. Kiedy ktoś odnajdzie rozkładające się już zwłoki i przyjeżdża karetka aby je odebrać, wtedy nawet na nich paramedycy zastosują elektrowstrząsy. Bo jest procedura, a oni nie są od tego żeby myśleć, tylko żeby ją wypełniać.



Kultura procedur, sprawdzianów testowych, checklist i korporacyjnego ubezpieczenia – wlewa się do nas już od ponad 20 lat. To ona doprowadziła do tragedii w szpitalu w Anglii, w której w jednym zakładzie potrafiło umrzeć w ciągu kilku lat 1200 osób. Starzy ludzie leżeli tam bez opieki i umierali we własnych odchodach, ale wszystkie krateczki „opiekunów” były odhaczone.

Na szczęście jeszcze nie wszędzie ta proceduralna głupota czyni tak wielkie postępy. Za wyjątkiem połowy miliona urzędników i być może pań na poczcie, czy pracowników uczelni – jesteśmy jeszcze w miarę myślącym narodem. Bo do myślenia zawsze zmuszała nas konieczność, od myślenia oduczało wysługiwanie się przepisem.

Nie jesteśmy skażeni anglosaskością proceduralną, bo mamy tu na miejscu najlepszą strategię zarządzania i rozwiązywania problemów.
Jest to zarządzanie w oparciu o idee i sprawdza się najlepiej bez względu na skalę projektu czy firmy.

Działa ono w prosty sposób. Działania prowadzi się po ustaleniu nadrzędnej wartości np. „jakości” i znajdujących się poniżej w odpowiedniej hierarchii szeregu idei. Żadna z nich nie może być równorzędna, bo to wprowadza konflikty, konfuzję i niepotrzebny chaos. Jednocześnie każdy pracowników nie może być ukarany za działania zgodne z główną ideą – nawet jeśli są sprzeczne z bezpośrednimi poleceniami własnego kierownika, bo zarówno pracownik, jak i kierownik tylko służą wypełnianiu idei firmy.

Aby system ten działał właściwie nawet właściciel, a zwłaszcza on – musi się do tych zasad stosować – bo „przykład idzie z góry”. Jego kolejność rozwiązywania problemów musi tym ideom podlegać.
W rezultacie nikomu nie trzeba wydawać bezpośrednich poleceń. Spadają koszty nadzoru. Ludzie pracują i wiedzą co mają robić bez znajomości jakichkolwiek procedur, bo stawia się przed nimi jasno określone idee, które wyznaczają i priorytetyzują cele.

To ten system należy promować, gdyż zachodni system proceduralny jest tym bardziej niewydolny, im większa jest skala przedsięwzięcia.
Czasu mamy niewiele, bo coraz bardziej proceduralnie „niemyśląca” szkoła, z każdym rokiem obniża poziom intelektualny polskich dzieci – upodabniając je do infantylnego i odmóżdżonego zachodu.

wtorek, 26 marca 2013

Zibipedia - 2




Od zera i jedynki znacznie trudniej zrozumieć jest dwa. Prekursor jakiejkolwiek innej złożonej liczby jaka sprawia naszemu rozumowi problem. Całość potrafimy doskonale podzielić na części, pierwiastek z minus jeden uroić symbolem i, a kolejne kroki dodawania i porównywania wzajemnego wprowadzają wokół nas różne rodzaje nieskończoności. 

Lecz w porównaniu z dwójką są to problemy trywialne, bo rozwiązywalne – łatwo dowiedlne wnioski. 
Zero to oddzielny problem, absolutna pustka jest niewyobrażalna, dlatego łatwiej rozumiemy je pod pojęciem braku czegoś – zwykle czegoś konkretnego. 
Jedynka jest całością, analogicznie ponieważ absolutna całość, czyli przeciwieństwo zera i liczba większa od nieskończoności jest niewyobrażalna – jedynkę traktujemy jako obecność czegoś – zwykle czegoś konkretnego. 

Zajmowanie się zerem i jedynką przyzwyczaiło nasze umysły do tego intelektualnego uproszczenia. W świecie rzeczywistym nie ma zera, jednak istnieje w nim brak czegoś. Kiedy odniesiemy ten brak do czegoś nierzeczywistego, do pojęcia, wtedy opisujemy absolutny brak, bo opisujemy brak czegoś absolutnego. 
Nasze rozumowanie jest poprawne. 
Jedynka analogicznie jest obecnością czegoś idealnego. 
Nasze rozumowanie jest poprawne. 

Z dwójką jest dużo gorzej. Okłamujemy się myśląc o dwójce. Nie możemy bowiem znaleźć na świecie dwóch takich samych i równych sobie obiektów, chyba że są to obiekty splątane. Z kolei wielkości idealnych i absolutnych przyrównać nie można z definicji, bo wypełniają one kompletnie należne im ideowe nisze – w otoczeniu im swoistym – są samotne. 

Dlatego też w świecie kwantowym istnieje stan splątania, jest to fizyczna reprezentacja dwójki. Z kolei kondensat Bosego – Einsteina jest odpowiednikiem reszty liczb naturalnych, bo tylko w nim takie same wielości można ze sobą porównywać. 

Gdyby którykolwiek z tych stanów był w naturze nieobecny – bylibyśmy pewni, że dwójka w naszym fizycznym świecie nie może istnieć, a w związku z tym nieprawdziwe są w nim jej konsekwencje.

poniedziałek, 18 marca 2013

Klastry i prawo rozwoju miast



Wraz z rozwojem urbanizacji w erze industrialnej, wraz z intensyfikacją powiązań pomiędzy przedsiębiorstwami, tworzeniu założeń kultury organizacji oraz budowaniu wielopoziomowych powiązań gospodarczych końca XIX wieku, takich jak łańcuchy dostaw – w głowach teoretyków zaczęły kiełkować podstawy ideowe opisujące pojawiające się synergie.

„Całość to więcej niż suma części” – czasami zjawiska ilościowe budują nowe zjawiska jakościowe – zauważył to przed powstaniem cesarstwa rzymskiego Arystoteles. Stworzenie, czy powstanie takiej dodatkowej funkcji, dodatkowej własności zespołu obiektów, to właśnie synergia.


Zestaw elementów metalowych, z których składa się parowóz – kiedy jest kompletny – przestaje być w zawiły sposób poskręcaną, artystycznie ukształtowaną toną żelastwa i zaczyna spełniać dodatkową funkcję – lokomocyjną. Brak którejkolwiek kluczowej z nich unieczynnia go, nadmiar bądź niewłaściwa kolejność i złączenia również. Tylko odpowiednia szczypta know how tworzy kompletny metalowy organizm, który staje się syczącą i obracającą kołami machiną.

To samo tyczy się skupisk biologicznych, efektów psychologicznych, społecznych, a także tych czysto fizycznych – dotyczących możliwości oraz przepustowości retencji i przekazywania informacji.

Pod koniec XIX wieku neoklasyczny ekonomista opisał pierwszą z nazw odnoszących się do efektów synergicznych, mających miejsce w wymianie handlowej i produkcji przemysłowej. Marshall w „Zasadach ekonomii” z 1890 roku ukuł pojęcie – skupiska industrialnego „industrial district”. Odnosił je on do ułatwień i korzyści jakie przedsiębiorstwa czerpią z przebywania w bezpośredniej bliskości siebie.

Bliskość jest kluczowa. Przyspiesza wymianę informacji i wiedzy oraz pozwala na tańszą budowę infrastruktury i terminową wymianę towarów. Fachowcy pracujący w jednej firmie są jednocześnie zainteresowani otwieraniem się w ich okolicy nowych przedsiębiorstw, który zwiększają konkurencję o pracownika. Z kolei młode firmy dzięki lepszej dostępności wykwalifikowanej siły roboczej, mogą znacznie szybciej zbudować odpowiednią, a w przypadku podkupywania pracowników od razu docelową, kulturę organizacji. Nie muszą uczyć się od postaw, mogąc od razu korzystać z wiedzy najlepszych.

Czysto ekonomiczne definiowanie profitów z tych powiązań definiowane jest obecnie pod pojęciem klastra, gdzie klaster według definicji Portera z 2000 roku określa się jako:
„znajdującą się w geograficznym sąsiedztwie grupę przedsiębiorstw i powiązanych z nimi instytucji zajmujących się określoną dziedziną, połączoną podobieństwami i wzajemnie się uzupełniającą.”

Przedsiębiorstwa z bezpośredniej bliskości korzystają na wielu płaszczyznach gospodarczych, lecz korzyści te wykraczają znacznie dalej, bo z bliskości czerpie się także szereg korzyści społecznych. I to one właśnie są źródłem podstawowym efektów ekonomicznych, jako ich szczególnego aspektu.

Ludzie wykształceni dążą do mieszkania blisko siebie, bo dzięki temu bardziej opłaca się choćby tworzenie wokół nich różnorakich efektów i przejawów kultury wysokiej. Osoby mające dostęp do większej liczby szkół wyższych są lepiej wykształcone, a przez to działające w tym rejonie przedsiębiorstwa lepiej prowadzone i zarządzane. Pozytywne efekty nie tylko się sumują. Zachodzi tutaj efekt synergii, bo społeczne powiązania, to coś więcej niż żywy organizm.

Geoff West z Instytutu Santa Fe gromadzi od dawne informacje określające proporcjonalności i zależności u żywych organizmów – zwierząt. Zachowują one skalę ¾ i stosuje się ta proporcja do nich w tak wielu przypadkach i w takiej dokładności, że można nazywać ją prawem. 

To z kolei doskonale opisał i odniósł +Kevin Kelly w Technium pisząc o przedsiębiorstwach, powołując się właśnie na te metadane:


Przykładowo z każdym podwojeniem rozmiaru zwierzęcia inne czynniki rosną w stosunku mniejszym niż jeden – o 0,75. Im większy organizm, tym o tyle jest on wolniejszy – taki jest koszt systemowy zwiększania rozmiarów.

Do organizmu właśnie możemy przyrównać naturę przedsiębiorstw. Każde podwojenie rozmiarów stwarza rosnące multiplikatywnie problemy, które spowalniają obroty, reakcyjność i potencjalne zyski. Moloch staje się bardziej nieruchawy, niemrawy, nieczuły i mniej odporny na zmiany, a więc na ciosy.


Jak ładnie wywnioskował ze swojej teorii ewolucji Karol Darwin – historia śmierci gatunków uczy, że to „nie najsilniejsze gatunki przetrwają, lecz te które są najbardziej odporne na zmiany.”

Ten systemowy mankament, a raczej to prawo, odniesione z kolei do związków pomiędzy organizmami jest nieco inne – ideowo i kierunkowo wprost przeciwne. Związek organizmów konkurujących i współpracujących ze sobą to ekosystem – i to właśnie do tego pojęcia wraz z jego prawami i własnościami możemy przyrównywać klastry przedsiębiorstw, czy szerzej – miasta.


Nie ważne czy mówimy tutaj stricte o klastrach, grupach przedsiębiorstw zrzeszonych w dolinie krzemowej, czy przedsiębiorstwach, które działają na terenie Górnego Śląska – największej polskiej konurbacji. Prawo wzrostu efektywności, opłacalności i rosnących możliwości, dotyczy wszystkich skupisk ludzkich, które najprościej nazywać nam jest miastami.

Ludzie od początku rewolucji przemysłowej, która po raz pierwszy w dziejach na masową skalę uporała się z utylizacją odpadów oraz koniecznością produkcji i logistyki ogromnych ilości pożywienia – masowo przenosili się do miast.


Nawet niewykształceni i biedni podświadomie dobrze wiedzieli jakie korzyści to niesie. Na początku XIX wieku na wsiach średnio 90% dochodów wydawano na jedzenie. Alternatywą stało się miasto. Była to kilkunastogodzinna praca w fabryce u kapitalisty, lecz czekała na pracowników także darmowa opieka zdrowotna, przedszkola, szkoły i nowy wynalazek – czas wolny – wolne niedziele i piwo dla wszystkich.

Potem było już tylko lepiej. Rozrastające się aglomeracje powiększały nasze możliwości prawie wykładniczo zgodnie z prawem rosnących możliwości ekosystemów. Gdyż tak samo jak ekosystemy biologiczne są dużo odporniejsze i bogatsze, gdy są połączone w lasy, tak też i miasta – im są większe tym większe są ich problemy ogółem, lecz mniejsze per capita, czyli w przeliczeniu na jednostkowe koszty jakie ponosi przeciętny człowiek.

W przeciwieństwie do przedsiębiorstw i organizmów, których prawo wzrostu określa stosunek 0,75 – miasta i ekosystemy mają stosunek wzrostu 1,15. To oznacza ni mniej ni więcej, że każdy wzrost liczebności miasta, każde zwiększenie liczby przedsiębiorstw w systemie powiązań ekonomicznych wspólnoty, niesie większe korzyści i ten efekt rośnie wraz ze zwiększaniem się skali.


O ile prawo rozrostu organizmu 0,75 mówi, że wzrost ma swoje koszty, a im większy organizm chcemy zbudować, tym większe koszty ponosimy – i rosną one coraz szybciej. W rezultacie wcześniej czy później docieramy do granic opłacalności. To ewolucja ekosystemów jest grą o sumie nieskończonej. Wprost przeciwnie jest w miastach – dwukrotny wzrost liczby mieszkańców, czy liczby przedsiębiorstw z negatywnej strony powoduje podwojenie problemów, lecz korzyści zwiększają się aż o 115%.

Rozrost sam się napędza, im coś większe tym bardziej przyciąga - jak grawitacja. Wymiana informacji jest coraz łatwiejsza, budowa infrastruktury coraz tańsza, znalezienie pracy coraz szybsze, usuwanie zanieczyszczeń coraz wydajniejsze, wykrywanie przestępstw coraz lepsze, liczba innowacji coraz większa i szybciej się je tworzy, liczba chorób coraz mniejsza. Wszystkie negatywne efekty spadają per capita z każdym podwojeniem rozmiarów ekosystemu o 15%.

Nic dziwnego więc, że ludzkość coraz szybciej przenosi się do skupisk. Życie w rozbudowanych ekosystemach ma coraz więcej do zaoferowania, daje coraz bardziej fundamentalne i wymierne korzyści.

Początek XXI wieku uderzył nas informacją, że obecnie ponad połowa ludzkości żyje w miastach. Po raz pierwszy w długiej historii naszego plemiennego w swej naturze i skłonnego do nomadycznych zachowań gatunku.



Gospodarka, tak samo jak każda inna struktura odczuwa pozytywny wpływ efektu skali. Klastry, skupiska, czy handlowe powiązania przedsiębiorstw na ograniczonym obszarze na mocy prawa o ekosystemach, są o 15% bardziej konkurencyjne z każdym podwojeniem liczby swoich elementów składowych.

O tym już dawno wiedziała tworząca pełnię skomplikowanych powiązań i zależności natura. To dlatego prognozy ONZ pokazują, że postępująca urbanizacja ciągle przyspiesza. O ile teraz około 50% ludzkości żyje w miastach, o tyle w ciągu najbliższych 20 lat mega i mniejsze miasta wchłoną około 90% z nas.

Będziemy przez to wydajniejsi, tańsi w utrzymaniu, zdrowsi, czystsi i w prawdopodobnie bogatsi.

Najbardziej skorzystają na tym państwa posiadające megamiasta - które nie posiadają praktycznie żadnej konkurencji w pobliżu - takie jak Meksyk, Rio, Londyn, czy Moskwa, a także oczywiście wiele miast w Indiach i Chinach.

Lecz efekty skali nie rozwiążą wszystkich problemów i nie uszczęśliwią ogółu – zawsze znajdą się osoby antysystemowe – niezadowolone. Skrajnie przeciwne społecznym zależnościom i temu jak jest.


Każdy system cybernetyczny, tym większą uwagę zwraca na swoje anomalie, im bardziej jest ustanowiony i stabilniejszy. Z tego też powodu należy mieć nadzieję, że w przyszłości ludzie będą zafrapowani głównie nimi. Że przestaną emocjonować się gospodarką. System straci zainteresowanie tym, co świetnie działa.

Rozszerzająca się perspektywa naturalnie wtłacza wszystkie metody organizacji ku samoorganizacji, bo przy Big Data, tylko taka pośrednia kontrola jest możliwa. Nikt nie będzie musiał zastanawiać się jak to działa, bo będzie działać samo - bez kontroli i niezależnie. 
Powyżej pewnego poziomu utrata kontroli, to nie jest już wybór, to nieuchronność.

W rezultacie gospodarka będzie tak stabilna i bezpieczna, że aż niezauważalna – nieobecna. Bezszelestnie szumiąca i funkcjonująca wokół każdego – jak ciepły deszczowy las.



Dlatego wszelkie przyszłe projekty polityczne muszą uwzględniać w swojej architekturze samoorganizacyjne prawa i postulaty. 

Czasy bezpośredniej władzy i kontroli nad społeczeństwem to anachronizm. Nasz potencjał wzrostu będzie zależny od tego czy zdołamy przełamać strach przed zmianami i sprawimy, by czasy te jak najszybciej się skończyły.


środa, 13 marca 2013

Jorge Bergoglio - Papież Franciszek I

Jorge Bergoglio został wybrany Papieżem - Franciszkiem I.


W linii radykalnych przemian na tronie piotrowym spodziewano się widzieć Petera Turksona, czarnoskórego twórcę filmu na temat zagrożeń dla europejskiej kultury związanych z ogromną dzietnością muzułmanów. 

A tu zaskoczenie - Jezuita - poszli o krok, o dwa kroki dalej, a nawet doszli do ściany - bo nie było wśród nich nikogo bardziej radykalnego. Nie dosyć, że mamy osobę znającą się na problematyce teologii wyzwolenia; nie dosyć, że jest to ktoś czujący bijące serce katolicyzmu światowego, czyli Amerykę Południową, która jeszcze traktuje tę religię na poważnie - to ponadto wybrano Jezuitę. 

Zakon stworzony do walki z upadkiem kościoła, zakon, który miał oczyszczać z herezji i czynił to skutecznie.
Doczekaliśmy chwili, w której na czele tej upadającej organizacji zasiadł wojskowy, generał zakonu - człowiek który może to wszystko uporządkować. Papież ostatniej szansy albo ostatni Papież. 

 
W aspekcie spraw organizacyjnych przewiduję dwie bitwy:
Ekskomunikę kleru, który był zamieszany w ukrywanie i tuszowanie przypadków pedofilii.

oraz
Redukcję urzędów kościelnych i usprawnienia w funkcjonowaniu posługi. Strategia "co łaska" ale "nie mniej niż" to anachronizm.

W aspekcie spraw światopoglądowych zmiany będą znacznie głębsze. 

Po pierwsze odejście od strategi "wstydzenia się z bycia chrześcijaninem", przez co wojujący ateiści łatwo znajdują sobie religię do bicia. 
Po drugie odejście od akceptacji na rzecz tolerancji muzułmańskiego "sharia law". 
Po trzecie i najważniejsze - inwentaryzacja jak i integracja założeń teologicznych katolickiej religii i odniesienie ich do relacji ze "starszymi braćmi w wierze", którzy niedługo już tak nazywani nie będą.

Z tym większą ciekawością oczekiwać należy - tworzenie się linii frontów "naprawy wiary" w trakcie czekających nas najbliższych miesięcy.

czwartek, 28 lutego 2013

Zibipedia - Mierzalność



Mierzalność wydaje się być pojęciem nudnym, banalnym, a czasami wręcz oczywistym, lecz jest ono tak kluczowe na naszego życia i zdolność rozumienia rzeczywistości, że warto postarać się je opisać. 

Mierzalność to zdolność do porównań. 
W przypadku porównywania z obiektami podobnymi lub prawiepodobnymi, dla określonej grupy bytów występuje policzalność, czyli powtarzalna mierzalność. 

Mierzalność wynika z faktu, że nadWszechświat idei jest kwantowy, bo co do dyskretności tego fizycznego, tak do końca nie jesteśmy pewni. 

Najczęściej mierzymy obiekty istniejące bytami idealnymi. Liczymy je, czyli porównujemy fizyczne zjawiska z kolejnymi liczbami naturalnymi. Określamy proporcje, czyli porównujemy fizyczne relacje rozmiarów, czyli liczności z liczbami ułamkowymi. 

Często aby ułatwiać mierzalność wytwarzamy obiekty w takich samych rozmiarach, bądź w układach ze stosunkami proporcjonalnymi. Rzeczywistość industrialna przyspieszyła i określiła ten proces posługując się metrologią, tworząc rzeczywistość powtarzalną i liniową. 

Z kolei procesy biologicznego wzrostu oraz stanów równowagi i interakcji pomiędzy nimi, będące systemami wykładniczymi i logarytmicznymi coraz częściej komplikują nasze mechanizmy mierzalności. 
Omijamy ten problem posługując się mierzalnościami czasowymi, bo wtedy możemy upraszczać opis systemu z wykorzystaniem średniej i liniowości. Tak jak wykładnicze prawo wzrostu liczby tranzystorów opisujemy, dwiema wielkościami stałymi – „liczba tranzystorów podwaja się co dwa lata.” 

Jednak nasza pierwotna natura ma postrzeganie wyczulone na proporcje logarytmu naturalnego – co potwierdzają badania na dzieciach nie skażonych szkolnictwem. 

Dlatego w przyszłości trzeba będzie porzucić szkolne tresowanie liniowe na rzecz fraktalnego pierwotnego systemu mierzalnościowego. 
To pozwoli nam rozwinąć się jako społeczeństwu informacyjnemu i zapomnieć o obrażaniu rzeczywistości – robimy to przypisując indywidualne cechy potworkowi statystycznemu.

Zibipedia - Czas



Zjawisko na którym opiera się współczesna cywilizacja, a które do tej pory nie doczekało się spójnej definicji…

jak wymyślę to tu wrócę i wszystko wam opowiem.

Zibipedia - Religia



Izabela Maciejewska, „Sacrum”


Zespół przekonań dotyczących zjawisk niepoznawalnych, magicznych bądź nadprzyrodzonych. Każda religia jest więc pewnym rodzajem agnostycyzmu, gdyż poprzez wyróżnienie przekonań i zapisanie ich w sferze tabu – z góry uznaje się ich ponadnaturalność, a przez to nieprzewidywalną niepoznawalność. 

Religia jest odzwierciedleniem przekonań, bądź jest narzucona społecznie i kulturowo. 
Brak możliwości wybrania sobie religii w społeczeństwie uwstecznia je i radykalizuje. 
Brak przymusu wydzielania sfery religijnej jest z kolei konsekwencją wojującego ateizmu. Agresja jest koniecznością, aby jednostka mogła pozostawać poza fundamentem oceny moralnej najbliższego kręgu kulturowego oraz społeczeństwa. Nie jest to postawa negatywna – każda struktura cybernetyczna potrzebuje takiego zewnętrza ideologicznego, aby mogła widzieć się z zewnątrz. Ważne jest tylko aby do ateizmu nie należał mainstream, a więc aby w tym całym wymyślonym konglomeracie o coś zawsze chodziło. 

Jednocześnie religia nie jest jak wielu uważa przejawem mniej lub bardziej udokumentowanych przekonań, bo tylko to można w niej dokumentować i o to się spierać, co jest profanum, natomiast tylko w sacrum leży jej istota. 

Religia nie jest sferą prywatną każdego człowieka, bo jej zakres i forma rzutują na motywację i szeroki zakres społecznych interakcji jednostki. Co wychodzi z człowieka na zewnątrz ma oczywiste zewnętrzne konsekwencje. 

Można więc na podstawie wyznawanej religii szufladkować ludzi, jak i w pełni moralnie oceniać. Jednakże wnioski wysnute z tych sądów nie mogą rzutować na zakres przywilejów społecznych i przynależności, bo to powinno zależeć od czynów jednostki i być od religii całkowicie niezależne. 

W tym sensie nie ma lepszych i gorszych przekonań, czy religii, są tylko bardziej lub mniej pożyteczne społecznie jednostki, a ich użyteczność wyznaczać powinien ustalany różnorakimi metodami paradygmat, 
czyli ten rozmyty brak celu do którego wszyscy dążymy.

Zibipedia - Business Intelligence



Business Intelligence to najbardziej zaawansowany system wizualizacji danych. Służy głównie do analizy i tworzenia przewidywań dotyczących rynku i układów sprzężeń zwrotnych przedsiębiorstw.  
Narzędzia BI stały się koniecznością odkąd ekonomia zaczęła odchodzić od zestawień uśrednianych pochodzących z księgowości w erę zarządzania w czasie rzeczywistym, z wykorzystaniem szerokiego wachlarza podnarzędzi gromadzenia danych klasy Enterprise Resource Planning ERP.

Systemy BI są krokiem jakościowym w postępie rozwoju metod wizualizacji i planowania. 
Wizualizacja klasy BI integruje wygląd wielu sposobów przedstawiania informacji w zależności od interesującej nas klasy danych.
Z kolei planowanie klasy BI wprowadza algorytmy przewidujące przyszłe trendy w oparciu o pochodzące z różnych źródeł dane automatyzując je. 

Wyróżnia to je od: 
po pierwsze kwerend baz danych, które zawsze odnoszą się do danych rzeczywistych – z więc przeszłych, 
po drugie różnorakich wskaźników księgowych, które opierają się o niedokładne, bo uśrednione dane okresowe, 
po trzecie od zestawień prognoz typowych dla arkusza kalkulacyjnego powielających trendy tworzone ex post.

Im większego systemu analiza typu BI dotyczy, tym dokładniejsze jej prognozowanie, bo dalej w przyszłości wybiegają terminy zakończenia dziejących się, a przez to poznanych procesów.  

Jest to trzecia i najważniejsza struktura w hierarchii analizatorów systemów.
W analizach ekonomicznych systemy księgowe analizują przeszłość podając uśrednione informacje na temat zakończonych już okresów. 
Systemy ERP dostarczają wiedzy o teraźniejszych przepływach materiałowych i pieniężnych. 
Z kolei systemy IB próbują na podstawie danych z dwóch poprzednich systemów oraz ustrukturyzowanej informacji o planach  - naukowo przewidywać przyszłość.

Zibipedia - Odpowiedzialność




Wszystkie działania człowieka mają swoje konsekwencje, lecz tylko te świadome i w pełni kontrolowane generują odpowiedzialność. Strumień odpowiedzialności jaki generują szarzy ludzie jest więc na co dzień niewielki. Wręcz subtelny.

Odpowiedzialność związana jest tylko z wyborami ideowymi, do tego ograniczonymi w zakresie do równości wszystkich szal. Przy czym odpowiedzialność tę generuje nasza graniczna zdolność do przewidywania konsekwencji.

Można więc powiedzieć, że odpowiedzialności w wykonaniu ludzkim praktycznie nie istnieje. Stąd też chociaż za wybory należy sądzić, to karać już nie należy. Dlatego wszelka ochrona prawna polegać powinna nie na retrybucji, nienawiści i pospolitej zemście, lecz na prewencji. Więzienia mają istnieć nie dlatego by izolować więźniów, lecz społeczeństwo i to od wszystkich bytów, które mogłyby im zaszkodzić. Nawet tych które z przestępczością nie mają nic wspólnego. Stopień izolacji powinien być dostosowany do poziomu zagrożenia. Dlatego nie ma sensu trzymać w więzieniach dziadków albo chorych ludzi, bo ich stan fizyczny sprawia, że nie mogą już prawie nikomu zaszkodzić. Stąd też więzienia powinny posiadać szereg stadiów pośrednich, tak aby wykorzystać można było tę część społeczeństwa, która obecnie podlega wykluczeniu.

Kara ma sens tylko w zakresie w jakim czyny człowieka określa wolna wola, a jest to sfera bardzo, ale to bardzo uboga. Izolacja to co innego, powinna dotyczyć każdego kto stanowi zagrożenie i to nawet jeśli natura tego zagrożenia jest nie wyjaśniona i nie ma ze świadomością izolowanego styku bezpośredniego.

W tym ujęciu od razu widać, że każdy system penitencjarny był jest i będzie niesprawiedliwy.

środa, 27 lutego 2013

Zibipedia - Kłamstwo



Kłamstwo zawsze jest relacyjne, odnoszące się do czegoś – prawda jest ponadczasowa i ponadmiejscowa. Prawda wymiarami nie musi się przejmować.  

Kłamstwo jest cieniem prawdy.

Nie można uznać czegoś za kłamstwo, bądź postulować jego istnienia bez poznania czegoś prawdziwego.

Konsekwencją zaprzeczenia istnienia prawdy jest kłamliwa informacja.
Kłamstwo nie kryje się w niuansach interpretacyjnych, bo zakładana jest w nim celowość. Nie można nieumyślnie kłamać – można się co najwyżej pomylić.

Kłamać trzeba umieć, tak aby strona przeciwna jak najdłużej pozostała w iluzji prawdy. Stąd też im więcej prawdy w kłamstwie, tym trudniej jest je adwersarzowi zlokalizować.

Kłamstwo czasami może służyć moralnym celom, chociaż wraz z rozwojem moralności jednostki, wypowiedziane już kłamstwa dla zachowania jego etyczności trzeba nieustannie modyfikować. Z tym wiążą się koszty utrzymywania kłamstwa w obiegu. W przeciwieństwie do prawdy nigdy nie można pozwolić zatonąć w odmętach zapomnienia. Szersza perspektywa zlokalizuje je i napiętnuje. 

Dlatego wielkie projekty w swoich niezmiennych fundamentach dla zachowania energetycznej optymalności, w jak największym stopniu opierać się powinny na prawdzie.

W tym sensie kłamstwo jest jak luźna glina pomiędzy cegłami w monumentalnej budowli. Rozproszenie w niej nieprawdziwych faktów osłabia ją, lecz w przypadku zewnętrznego trzęsienia tak zbudowana struktura wytrzyma dużo dłużej niż oparty tylko na prawdzie monolit. 
Każda postać krystaliczna jest jednocześnie krucha, a na styku prawdy i kłamstwa najlepiej wzrasta i rozwija się, nieoceniona dla istot słabych – nadzieja.

Zibipedia - Własność intelektualna



Chybiony koncept przeniesienia prawnych własności przedmiotów fizycznych w sferę wirtualną. Zakres możliwości użytkowania, wprowadzania zmian, czy powielania przedmiotów fizycznych wobec tworów informacyjnych – pojęć, zjawisk i idei jest bowiem znacznie uboższy. Świat fizyczny jest szczególnym przypadkiem świata wirtualnego i dlatego nie wszystkie jego ograniczenia są wirtualnym bytom przynależne. Stąd też obostrzenia prawne tyczące się bytów fizycznych w świecie wirtualnym są stanowione na wyrost i nie powinny mieć miejsca.

Jest to jedno z tych pojęć, które już w chwili powstania powinno wylądować na śmietniku historii. Nie można bowiem znaleźć dla niego sensu, miejsca i uzasadnienia. Rzeczywistość społeczeństwa informacyjnego jest rozłączna z pojęciem własności intelektualnej, stąd też istnienie jego utrudnia tej rzeczywistości ukonstytuowanie się.
Jest to więc swego rodzaju narzędzie opóźniania odejścia struktur społeczeństwa industrialnego.

Grupy ludzkie czerpiące najwięcej z utrzymywania się starych struktur społecznych oczekują od tego pojęcia bardzo wiele. Jednak społeczeństwo informacyjne coraz lepiej otorbia swojego głównego wroga opiewając bohaterskie czyny piractwa – czyli zjawiska potomnego. Bez własności intelektualnej nie byłoby piractwa. Piractwo skończy się po odejściu w zapomnienie tego najgroźniejszego pojęcia przeciwników rozwoju społecznego.

O sile własności intelektualnej stanowi fakt, że jest to zjawisko funkcjonujące na granicy obu światów. System patentowy był bowiem głęboko zakorzeniony w erze inżynierów, choć przedstawiał w sobie już własności i kluczowość kolejnej epoki. Jest to bezsprzecznie najbardziej zaawansowana broń przeciwników intelektualnego przełomu. 

Zibipedia - Personalizacja




Proces dostosowywania wyników wyszukiwania, wyglądu interfejsów i podsuwania wszelkich innych algorytmicznych sugestii w zależności od pogłębiającej się wiedzy o preferencjach i własnościach użytkownika. 

Przebiega on trzytorowo. 
Jednym jest oczywisty proces optymalizacji efektów kwerendy użytkownika, co przekłada się na oszczędność czasu i dokładność pozyskiwania konkretnych informacji. Jest to strona pozytywna. 

Druga strona personalizacji uwiązana jest do sfery rozmytych potrzeb i potencjalnych poszukiwań. Tutaj jest wiele miejsca na sugestię i marketing w ramach widełek określonych przez mechanizmy lubienia, plusowania itp. To jest strona neutralna. 

Trzeci i najciekawszy tor jest nieocenialny moralnie, bo ewolucyjny i rozwojowy. Personalizacja  trzeciego poziomu określa wynik w zależności od własności użytkownika, a nie od jego preferencji. Tym samym jest to ta część personalizacji, która jest w pełni kontrolowana przez dostarczyciela ofert i treści. 

Nie da się pominąć tej trzeciej strony. Ze względu na fakt, że człowiek jest istotą społeczną i zwykle poszukuje czegoś co inna osoba jest w stanie dostarczyć – personalizacja ze względu na własności to proces nieuchronny. Jej przejawy zależą od wcześniej zapisanej reakcji oferenta na określony profil klientów. 

Od dawna stosują je banki i firmy ubezpieczeniowe dostosowując propozycje w zależności od wywiadu i sprawdzenia zaplecza finansowo-niepewnościowego użytkownika. 

Od początku istnienia serwisów społecznościowych, przeglądarek i wyszukiwarek poszerza się zakres możliwości przeprowadzania białego wywiadu bez kontaktu z samym zainteresowanym, stąd też rośnie liczba sytuacji i branż, które mogą posłużyć się spersonalizowanym ofertowaniem. 

Np. cena produktu będzie wyższa dla osób bogatych, co skończy potrzebę posiadania nadmiernej ilości pieniądza. 

Gospodarka bez potrzeby zysku skupi się na wiarygodności, pozycji, możliwościach i przekonaniach, będzie poszukiwała prawdy o człowieku, czyli samonapędzi i pogłębi sam proces personalizacji trzeciego poziomu.